Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2014

::Zimowa zupa z buraków::

Jak tylko zobaczyłam ten przepis, od razu wiedziałam, że ta zupa jest moja! Często wspominałam o swojej miłości do wszelkiego rodzaju zup, również i ta podbiła moje serce i podniebienie :-) Zwłaszcza, że zima sobie o nas ( w końcu) przypomniała. Czuję się trochę jak przed świętami, przed którymi akurat była taka na niby wiosna...Jednym słowem, pomieszanie z poplątaniem ;-)


A wracając do buraczanej zupy, to żeby nie było, oczywiście nieco ją zmodyfikowałam. Do buraków dodałam seler pokrojony w kostkę,  do przybrania, zamiast chrzanu z jogurtem, słonecznik i pietrucha. No i nieco więcej tej zupy, żeby nie zjeść w jeden dzień ;-) Poza tym wszystko zostało jak jest w oryginalnym przepisie, bo naprawdę, moim zdaniem jest jednym z lepszych na zimową zupę z buraków :-) Kuchnia pełna buraczanych plam, zafarbowane buraczanym sokiem ręce, buraczane wzorki także na fartuchu kuchennym..i zabieramy się do roboty :-)

Składniki:
  • 7-8 buraków
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżka nasion kuminu
  • 1 łyżka nasion gorczycy
  • 2 listki laurowe
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • sok z połowy cytryny (nie miałam octu jabłkowego)
  • 2 litry bulionu warzywnego
Przygotowanie:
Po obraniu, buraki ścieramy na wiórki, seler i cebulę kroimy w drobną kostkę (seler w troszkę grubszą). Przyrządzamy bulion warzywny. Do dużego garnka wlewamy oliwę, nagrzewamy i wrzucamy nasiona kuminu i gorczycy. Kiedy zaczną strzelać, dodajemy wcześniej pokrojoną cebulę, rumienimy na złoto. Następnie dodajemy buraki i seler, mieszamy z przyprawami. Całość zalewamy warzywnym bulionem, gotujemy ok. 30 minut. Na sam koniec doprawiamy solą i pieprzem, wciskamy sok z cytryny. Można też dodać odrobinkę majeranku. Pyszne! :-)


środa, 4 grudnia 2013

::Bigos::

W kuchni rządzi kiszona kapusta, cebula i czosnek, dużo strączków i jabłek, od których w warzywniaku uginają się półki. Za oknem brudna szarość, jakby wszystko czekało na śnieg. Niedługo ulice rozbłysną kolorowymi lampkami. W sobotę idziemy na jarmark bożonarodzeniowy, który odbędzie się w moim ukochanym miejscu, czyli na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie :-) Uwielbiam te miejsce! O każdej porze roku, energię ma naprawdę niesamowitą!


Kiedy ostatnio gotowałam bigos, a potem piekłam szarlotkę w domu pachniało świętami. Lubię takie klimaty :-) A jak sobie myślę, że już za rok nasza Marysieńka będzie z nami to wypełnia mnie ogromna radość. Nie mogę się już doczekać naszej córeczki! :-)
A wracając do bigosu ;-) U mnie jest on mocno pomidorowy, aromatyczny, konkretnie przyprawiony. Lubię takie potrawy, zwłaszcza kiedy za oknem niskie temperatury.

Składniki:
  • 1 kg kapusty kiszonej
  • 3 marchewki
  • 1 seler
  • 1 pietruszka
  • duża cebula
  • 1 czerwona papryka (niekoniecznie)
  • garść suszonych grzybów leśnych
  • można dodać troszkę kostki sojowej
  • 3-4 rozgniecione ząbki czosnku
  • koncentrat pomidorowy
  • 3 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka oleju sezamowego
  • przyprawy: sól ziele angielskie, listki laurowe, pieprz czarny, pieprz ziołowy, majeranek, papryka słodka, odrobinka kuminu
Przygotowanie:
Jeżeli kapusta jest bardzo kwaśna można przepłukać ją pod bieżącą wodą. Ja akurat nie musiałam, bo miałam taką w sam raz. Szatkujemy i wkładamy do dużego garnka, zalewając gorącą wodą. Dodajemy ziele angielskie i listki laurowe. Dusimy aż lekko zmięknie, czyli tak ok.30-40 minut. W międzyczasie zalewamy grzyby ciepła wodą i odstawiamy. Wcześniej umyte i obrane warzywa kroimy i dodajemy do garnka z kapustą, mieszamy. Dodajemy też pokrojone grzyby i ulubione przyprawy, rozgnieciony czosnek, oliwę z oliwek i olej sezamowy. Teraz dusimy bigos na bardzo małym ogniu niecałą godzinę, co jakiś czas mieszamy i pilnujemy, aby nie przywarł. 15 minut przed końcem gotowania dodajemy kostkę sojową i koncentrat pomidorowy. W razie konieczności doprawiamy ostatecznie.
Niektórzy dodają też miód i suszone śliwki, ale to zdecydowanie nie moje smaki.


Z bigosem jest tak, że najlepiej smakuje następnego dnia, a obłędnie kilka dni po ugotowaniu, kiedy wszystkie smaki, przyprawy, aromaty doskonale się połączą i przejdą. Z moich obserwacji wynika też, że ostatnie porcje smakują najlepiej i znikają najszybciej. Czasami nawet sama nie wiem kiedy ;-)

środa, 27 listopada 2013

::Curry z kalafiora::

"Listopad, niemal koniec świata (...)" -tak gada Świetlicki w jednej ze swoich smutnych piosenek.Pomimo tego,że smutno na pewno mi nie jest, lubię w listopadzie słuchać Świetlików. To chyba takie przyzwyczajenie ze studenckich czasów, toruńskich listopadów i jesieni...
Listopad u mnie na pełnych obrotach. Przeprowadzka, pakowanie wszystkiego w kartony, pudła, torby...a potem odgrzebywanie tego wszystkiego i nadawanie rzeczom nowego miejsca. Nawet sprawnie to wszystko poszło, ale jak się jest mistrzem strategii i planowania, to nie było innej opcji ;-) 
Nawet nie zauważyłam kiedy drzewa zrobiły się gołe, tak jakoś odbyło się to wszystko za moimi plecami ;-) 
Na nowym jest przyjemnie i ciepło- a to bardzo ważne, bo  na termometrze czasami poniżej zera. Przyjemnie jest wchodzić do ciepłego domu i jeść w nim ciepły obiad, który przyjemnie rozgrzewa ciało i zmysły.
Jesienią w mojej kuchni zdecydowanie królują zupy. Zresztą bez względu na porę roku czy dnia mogłabym je jeść non stop. Jednak dzisiaj będzie kalafiorowe curry. Wyszło pyszne, kolorowe, cudownie rozgrzewające i pachnące :-)



Składniki:
  • mały kalafior
  • 3-4 ziemniaki
  • 2 marchewki
  • 1 czerwona papryka
  • szklanka ugotowanej cieciorki
  • 2-3 łyżki oleju roślinnego
  • ok.2 szklanki wody
  • 2 ząbki czosnku
  • 1  łyżeczka czarnej gorczycy
  • 1 łyżeczka curry
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • odrobinka chilli
  • odrobinka czarnuszki
  • sól


Przygotowanie:
Warzywa myjemy. Kalafior dzielimy na różyczki,paprykę, marchewkę i ziemniaki kroimy w kostkę. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy olej, dodajemy nasiona kminu i gorczycy. Kiedy przyprawy zaczną strzelać dodajemy curry i kurkumę. Teraz można dodać pokrojone warzywa., całość zalać wodą, dodać pozostałe przyprawy, rozgnieciony czosnek, dobrze wymieszać i gotować przez ok.15-20 minut (do miękkości warzyw). Pod koniec gotowania dodajemy szklankę ugotowanej wcześniej cieciorki.
Curry podajemy z ryżem basmati lub innym ulubionym.
:-)


Po tak rozgrzewającym jedzeniu, pozostało już tylko czekanie na grudzień i pierwszy śnieg ;-)

poniedziałek, 4 listopada 2013

:: 2 x kotlety ::

Listopad zaczął się słońcem, ale już na drugi dzień szczelnie przysłonił je gęstymi, szarymi chmurami z których kapał obficie deszcz. I ku mojemu zaskoczeniu czerpałam z tego jakąś taką dziwną radość i miało to dla mnie swój urok. Nostalgicznie, romantycznie, nastrojowo. Zwłaszcza jak siedzi się w domu, pod ciepłym kocem z kubkiem ciepłej herbaty obok ukochanej osoby ;-) Pewnie stąd ta magia! :-) W domu już po 16 palą się małe światełka i świeczki. Zakumplowałam się już z zimową kurtką, choć na nogach ciągle trampki. W sercu, głowie i brzuszku (tam przede wszystkim!) Wielkie Czekanie. Jestem Czekaniem na wiosnę, jestem Czekaniem na naszą córeczkę, jestem Czekaniem na śnieg...No, może najmniej na to ostatnie ;-) Jak w Fight Clubie, pamiętacie? "Jestem zimnym potem Jacka", Jestem słodką zemstą Jacka", "Jestem jelitem cienkim Jacka". 

A wracając do kotletów (jakoś bardziej odpowiada mi to słowo niż burgery...) Dzisiaj dwa przepisy. Jeden z przepisów odkopany w "jedzeniowym" folderze- na kotlety z kaszy gryczanej i pieczarek. Drugi- kotlety z kalafiora- improwizowany z powodzeniem wczoraj :-) Obydwa wegańskie, bez jajek i mąki.

Kotlety nr 1- z kaszy gryczanej i pieczarek

Składniki:
  • 2 szklanki kaszy gryczanej
  • 20-30 dkg pieczarek
  • 1 szklanka płatków/otrębów  owsianych
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • przyprawy: sól,majeranek, pieprz ziołowy, pieprz czarny, bazylia, gałka muszkatołowa
  • bułka tarta, olej do smażenia
Przygotowanie:

Kaszę gotujemy i odstawiamy do wystudzenia. Pieczarki podsmażamy z cebulką, odrobiną soli i majeranku, studzimy. W międzyczasie zalewamy płatki owsiane wrzątkiem, przykrywamy do napęcznienia. Kiedy wszystkie składniki przestygną, łączymy je ze sobą dodając ulubione przyprawy. Możemy lekko zblenderować. Masa musi się dobrze  kleić. Można dodać do niej odrobinę bułki tartej. W rękach formujemy małe kotleciki, obtaczamy w bułce tartej/otrębach owsianych/zarodkach pszennych-do wyboru. Smażymy z obydwu stron kilka minut.




Kotlety nr 2- kalafiorowe

Składniki:
  • 1 duży kalafior
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1 szklanka otrąb owsianych
  • uprażone na patelni pestki dyni, słonecznika, sezamu
  • 2-3 ząbki czosnku
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, pieprz ziołowy, majeranek, gałka muszkatołowa, kumin rzymski
  • bułka tarta
  • olej do smażenia
Przygotowanie:

W przypadku tych kotletów do sklejenia nie wystarczyła jedna szklanka płatków owsianych. Być może to kwestia tego, że kalafior ma w sobie więcej wody (?). Kalafior gotujemy. Ja ugotowałam go taki prawie all dente, nie lubię kiedy warzywa są rozgotowane. Poza tym i tak potem w ruch idzie blender wiec nie ma sensu  robić z kalafiora papki. Płatki owsiane i otręby zalewamy wrzątkiem, następnie podobnie jak kalafior bardzo dobrze studzimy. Składniki łączymy ze sobą, lekko blenderujemy, dodajemy przyprawy i uprażone na patelni pestki. Masa musi być dobrze ostudzona, to bardzo ważne. Jeżeli coś nam się jeszcze nie klei, można podsypać otrąb i bułki tartej, zmodyfikować ewentualnie smak przyprawami i jeszcze raz dobrze schłodzić. Formujemy dłońmi kotleciki, obtaczamy w bułce tartej i smażymy z obydwu stron na złoty kolor.

Myślałam, że smak kalafiora nie będzie wyczuwalny, jednak miło się zaskoczyłam, bo kotlety smakowały bardzo kalafiorowo. Swoją drogą to dziwne, że jesienią cena kalafiora w moim warzywniaku jest niższa niż latem w pełni sezonu...

Podajemy z ulubionymi surówkami, zieleniną :-) Z powodzeniem można takim kotletem wypełnić kanapkę i zabrać ze sobą do pracy. Na śniadanie w pełnoziarnistej bułce w towarzystwie sałaty, pomidorka, rzodkiewek też się sprawdzą. Możliwości jest wiele.

Dla mnie listopad to miesiącem zawieszenia, ogólnego zwolnienia, nostalgii, rozmyślań, horrorów ( oglądanych oczywiście zawsze w towarzystwie ;-)  )  i...duchów ;-)  Pozwolę sobie wrzucić pewną piosenkę. Kojarzycie Belę Lugosi'ego? 









czwartek, 24 października 2013

::Zielona zupa::

Jesień w tym roku mile zaskakuje. Przede wszystkim temperaturą i słońcem. W południe na termometrze 20 st.C. A jakiś rok temu, kiedy założyłam na palec obrączkę (ale ten czas zapierdziela!) było już mroźno i można było opatulać się czapkami, szalikami i grzać dłonie w rękawiczkach. Oczywiście ja szłam do urzędu w rozpiętym płaszczu i odkrytych butach, bo niesamowicie grzały mnie emocje i Miłość :-) Pamiętam jak dreptaliśmy po mokrych liściach pokrytych białym szronem.
Ta jesień jest wyjątkowa, nie dość, że temperatura niemalże letnia to jeszcze jestem w dwupaku :-) Dwupak ostatnio zaczął kopać i wiercić się odczuwalnie dla mnie. Kopniaki pojawiają się rano i wieczorem, kiedy zasypiam. Uwielbiam to! :-)



A w warzywniaku resztki lata. Ostatnio kupiłam cukinię i brokuła, przerażona wizją ich braku przy następnych zakupach, o czym ostrzegła mnie ulubiona pani, która tam sprzedaje. Ooostatnie!
Tak więc utopiłam resztki lata w zielonej zupie. Miałam nie miksować, ale byłam ciekawa efektu kolorystycznego i nie zawahałam się użyć blendera ;-) Ta zupa z resztek lata ma ziołowy smak. Jeszcze bez ostrych przypraw, w które już niebawem będę musiała się zaopatrzyć ,żeby w cieple przetrwać zimę. Ciekawe jaka będzie tego roku i czy potrwa do kwietnia jak ostatnia...Brrr. Dla nas i tak w marcu zaświeci słońce. Najukochańsze Słońce na Ziemi, które roztopi swym małym Istnieniem nawet najgrubszą warstwę śniegu :-)
Listopad będzie miesiącem wyprowadzki, pakowania pudeł, worów, reklamówek, kartonów...Nagroda będzie zadowalająca, bo w końcu doczekam się kuchni z oknem, stołem, a co najważniejsze, ze sprawną kuchenką i piekarnikiem :-) Dla niektórych to stan normalny, dla mnie od ponad roku nieosiągalny. Zima zatem będzie bardzo pachniała przeróżnymi ciastami, pasztetami i zapiekankami. Już nie mogę się doczekać! Nie tylko ja :-)

Składniki na zieloną zupę:
  • brokuł
  • 3-4 ziemniaki
  • 2-3 cukinie
  • 1 seler
  • przyprawy: listki laurowe, ziele angielskie, sól + ulubione zioła w najróżniejszych kombinacjach smakowych
  • 2 łyżki oleju sezamowego
Przygotowanie:

Do garnka z gotującą się wodą wrzucamy wszystkie warzywa, gotujemy do miękkości. Przyprawiamy do smaku. Blenderujemy lub pozostawiamy w całości. Można podawać z ryżem ( u mnie tym razem jaśminowy), posypaną pestkami dyni, słonecznika, pietruszką.

Smacznego!






poniedziałek, 16 września 2013

:: Zupa krem z dyni ::

Właściwie z każdej pory roku można wybrać coś dla siebie. Wiosną na przykład lubię pierwszą, świeżą i jasną zieleń trawy i drzew, latem miejsca w zielonym i szumiącym cieniu drzew, białe chmury i piegi, którymi jestem licznie obdarzona :-) Jesienią pociągają mnie słoneczne i wietrzne dni pełne kolorowych liści i białe chmury-gęste i puszyste jak cukrowa wata. Uwielbiam. Zimę chyba znoszę najtrudniej z powodu silnego deficytu słonecznych dni- gdy nastają, okraszone małym mrozkiem cieszę się zimą najbardziej :-)




Tegoroczna jesień i zima będą dla mnie wyjątkowe, takie, jak nigdy dotąd, ponieważ już na wiosnę życie powierzy mi bardzo ważną rolę Mamy :-) Muszę się do niej bardzo dobrze przygotować, żeby nie dać plamy. Pewnie nie da się wcześniej ustalić do niej scenariusza, napisać dialogów i po części będzie to improwizacja ;-) Ważne żeby było dużo Miłości i dobrego, zdrowego jedzenia, teraz jem już dla dwojga :-) Jak to mówią, przez żołądek do serca. Mam nadzieję, że mały Człowieczek rosnący we mnie jest zadowolony z serwowanego mu menu 







A dzisiaj zupa jesienna, taka trochę halloween'owa ;-) , czyli drugie tej prawie jesieni spotkanie z Panią Dynią :-) Tym razem ujawniła swe oblicze w postaci sycącej zupy w ciepłym kolorze. Przybrana w pestki słonecznika i natkę pietruszki prezentowała się bardzo ładnie, a smakowała jeszcze lepiej. W wersji prawdziwie jesiennej, ostrzejszej proponuję dodać więcej rozgrzewających przypraw. 
Jako, że ocalała mi jeszcze jedna dynia, niedługo robię tę zupę w wersji bardziej egzotycznej z mleczkiem kokosowym i aromatycznymi, indyjskimi przyprawami. Takiej jeszcze nie robiłam, to dobry wstęp do nadciągającej jesieni.



Składniki:
  • 1/2 dyni
  • 3-4 marchewki
  • 4-5 ziemniaków
  • 2 ząbki czosnku
  • przyprawy: szczypta soli, kurkuma, papryka słodka, curry, odrobinka cynamonu, pieprz ziołowy, odrobinka chilli, bazylia, majeranek
Przygotowanie:

Warzywa myjemy, obieramy wrzucamy do garnka z wodą (najlepiej jakby warzywa lekko wystawały poza jej powierzchnię) i gotujemy. Najpierw te, które gotują się najdłużej: marchewka, ziemniaki, ząbki czosnku. Dynię dodajemy na samym końcu, potrzebuje ona bowiem dosłownie kilku minut, bo bardzo szybko mięknie. Po ugotowaniu i przyprawieniu zupy, całość miksujemy blenderem, ewentualnie doprawiamy jeżeli zachodzi taka potrzeba. Posypujemy natką pietruszki, pestkami dyni, słonecznika. Podajemy z ryżem brązowym lub basmati, może być tez jaglanka. Razowy na zakwasie też będzie ok :-)



Enjoy!

:-)



niedziela, 25 sierpnia 2013

:: Curry z dyni ::

Pierwszy raz w tym roku miałam przyjemność zasmakowania dyni. Przyjemność wielką i smakowitą w pięknym, pomarańczowym kolorze, który przypomina mi o zbliżającej się jesieni...
Gdzieś wyczytałam, że 100 gram dyni dostarcza 100% dziennego zapotrzebowania na witaminę A. Nieźle, nieźle! Oprócz A, znajdziemy też inne witaminy: C, E , i wiele witamin z grupy B, w tym najwięcej B2. Następnie potas, miedź, żelazo, cynk, magnez, fosfor i wapń. Szacun. Nic tylko jeść i rozkoszować się.

  
Wczoraj z Panem Pandą mieliśmy okazję skorzystać z dobrodziejstw pewnej działki ;-) Stamtąd przytargaliśmy 2 dynie, stos buraków, krzywych i jakże uroczych marchewek. Kto targal, ten targał ;-) Wszystko prawdziwie prawdziwe i prawdziwie pachnące latem i ziemią. Z cudownymi niedoskonałościami. Mmm... :-)

 Składniki:
  • połowa średniej wielkości dyni
  • 3-4 marchewki
  • 4-5 ziemniaków
  • 3-4 obrane ze skórki miękkie pomidory
  • 1 seler
  • dużo zieleniny
  • przyprawy: curry, chili, starty imbir, kolendra, czosnek, pieprz ziołowy, papryka słodka, kumin rzymski, czarnuszka- ilość według uznania i standardów podniebienia :-)

Przygotowanie:

Na rozgrzany olej wsypujemy przyprawy: chilli, curry, czosnek, imbir, kumin, słodką paprykę. Po kilku minutach, nie dopuszczając do przypalenia się przypraw dodajemy twardsze warzywa: marchew i seler, mieszamy. Dodajemy wodę i podgotowujemy. Kiedy całość troszkę zmięknie, dodajemy ziemniaki i pokrojoną zieleninę- liście selera i młodą natkę marchewki. Gotujemy 5 minut, następnie dodajemy dynię. Całość dokładnie mieszamy, dodajemy pozostałe przyprawy. Na sam koniec dodajemy świeże, pokrojone pomidory bez skórki. Mieszamy. Ziemniaki nadają całości potrawy fajną kremową konsystencję. Dynia dochodzi bardzo szybko więc dodajemy ją prawie na sam koniec. Można dodać też mleczko kokosowe, ale akurat nie miałam na stanie.


Podajemy z ryżem basmati, ulubiona kaszą, razowym na zakwasie, albo bez niczego, bo też daje radę. Obficie posypujemy natką pietruszki. Delicious! :-)
Z pozostałej dyni pewnie na dniach zrobi się jakąś fajną, pożywną  zupę w pięknym kolorze  :-)









niedziela, 19 maja 2013

:: Smażone tofu z ryżem i warzywami ::

Leniwy weekend, spacery, darmowy koncert ze sceną pod ogromnym, kwitnącym kasztanem, która dodatkowo stała przed basenem przeciwpożarowym, po którym pływały świeczki. I zdezorientowane nieco kaczki fruwające nad, od drzewa do dachu i z powrotem. 
A dzisiaj po obiedzie deser w postaci filmu w najstarszym kinie na świecie. I want more!!! Dobra, dobra, jutro wracam do pracy, ale to jutro więc mniejsza o to!
A na obiad smażone tofu z ryżem i mieszanką warzyw. Wypytałam Pana Google o sposoby na tofu, ale wyliczał jakieś składniki, których w domowych zapasach nie posiadałam...Jakieś sosy sojowe, mąki, jajka i inne takie. Co zaskoczeniem nie jest, postawiłam na improwizację. I wyszło nieźle, panierka na tofu smakowała, a sposób na ryż, który niedawno odkryłam po raz kolejny nie zawiódł.
Ale po kolei.



Składniki na smażone tofu:
  • kostka tofu, najlepiej bez dodatków
  • przyprawy: sól, pieprz ziołowy, czosnek, sezam, czarnuszka
  • świeże listki bazylii
  • zarodki pszenne
  • odrobina oliwy z oliwek
Przygotowanie:

Tofu kroimy w kostkę, miziamy w oliwie i przyprawach, obsypujemy sezamem i czarnuszką, obtaczamy w zarodkach pszennych. Smażymy na patelni na złoty kolor. Pod koniec smażenia dodajemy posiekaną, świeżą bazylię.



Sposób na ryż, składniki:
  • szklanka ryżu
  • 2 szklanki wody
  • przyprawy: kumin, chili, cynamon, curry, kurkuma, sól
  • olej
Przygotowanie:

Do rondelka wlewamy olej, wsypujemy ryż i przyprawy.Oleju nie może być za dużo, ryż ma się jedynie lekko uprażyć, razem z przyprawami. Podczas prażenia dajemy jak najmniejszy ogień, żeby nie przypalić. Dodajemy 2 szklanki wody i gotujemy do miękkości. 
Dzięki takiej metodzie uzyskamy ryż o smaku identycznym jak ten, który podają nam w różnych wege jadłodajniach. Gwarantuję. 


Do tego jakieś warzywa, ogólnie co kto lubi :-)

czwartek, 16 maja 2013

:: Wiosenna zupa z liści ::

Wiosenna regeneracja ciała i umysłu przebiega prawidłowo, zeszły ze mnie skutki nazbyt długiej zimy. Dużo energii, słońca, wczesne, niewymuszone natrętnym budzikiem budzenie się, wszechobecna zieleń, czyli jest tak jak lubię. Zaraz po obudzeniu  można (bez obawy o napływ zimnego powietrza) otworzyć szeroko okno i słuchać bardzo aktywnych o tej porze roku latających stworzeń. No i jeszcze maj- mój ukochany miesiąc, nie tylko ze względu na to, że w tym właśnie miesiącu świętuję swoje kolejne, osiemnaste  urodziny ;-) Ha!
Nareszcie w osiedlowym warzywniaku coś więcej niż tylko marchew, jabłka, cebula i kiszona kapusta ;-) Nie mam nic przeciwko tym dobrom, jednak miło jest stwierdzić obecność nowalijek. Pęczki świeżych rzodkiewek, wiązki botwinki, szczawiu, młoda kapusta-wszystko to bardzo cieszy moje oczy, a także podniebienie :-) Wczoraj gotowałam pierwszą tej wiosny wiosenną zupę ze świeżego szczawiu i botwinki.Ach, co za smak! Chyba ostatni raz taką zupę jadłam  rok temu, dlatego też z wielkim zapałem zabrałam się za gotowanie. Wszystko tak pięknie pachniało! A smak to już w ogóle, mmm :-)]

Składniki:
  • wiązka szczawiu i botwinki
  • 3 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 3 ziemniaki
  • 1/2 selera
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • przyprawy: listki laurowe, ziele angielskie, pieprz zielony, pieprz czarny, kolendra, majeranek, koperek, pieprz ziołowy, oregano, sól, natka pietruszki do posypania

Przygotowanie:

Warzywa, botwinkę i szczaw dokładnie myjemy i kroimy. Do gotującej się wody dodajemy warzywa: marchewkę, seler i pietruszkę. Po ok.10 min dodajemy pokrojone ziemniaki. Gotujemy 5 min i dodajemy pokrojona botwinkę,szczaw i oliwę z oliwek. Gotujemy następne 5 min i gotowe. Przed podaniem posypujemy obficie natką pietruszki :-)


Smacznego!



czwartek, 2 maja 2013

:: Naleśniki z mąki ciecierzycowej nadziane czerwoną soczewicą z pieczarkami ::

Wydaje mi się, że naleśniki to jedna z potraw, którą każdy choćby jeden raz w życiu robił. I tyle jest na nie sposobów, improwizacji, wariacji, ile osób je robiących. Jest to potrawa, podczas przygotowania której możemy sobie zaszaleć. Zarówno co do składu naleśnikowego sedna, wnętrza, jak i ciasta. Ciasto, gdzie używam białej mąki zawsze robię na oko. Tu trochę wody, odrobina mąki, potem jeszcze odrobina. Jak ciasto ładnie spływa mi z łyżki, znaczy,że jest ok. I nigdy nie było, żeby się nie udało. Oczywiście korzystanie ze sprawdzonych przepisów dla tych mniej spontanicznych i odważnych jest wskazane i nie mówię,że nie ,ale jak ktoś raz się nauczy to pewnie na całe życie zapamięta, bo naprawdę nic w tym skomplikowanego.
I co jeszcze fajne w naleśnikach, to to, że zawsze znajdzie się jakaś wersja , którą polubią nawet wybredne podniebienia, bo naleśniki mają naprawdę wiele twarzy: słodką, ostrą, słodko-kwaśną, słoną, łagodną, egzotyczną oraz w wersji  tradycyjnej- z twarogiem czy jakimkolwiek dżemem.  

Jakiś czas temu podęłam się zrobienia według przepisu (!) naleśników z mąki z cieciorki. Byłam akurat w posiadaniu tej mąki więc pomyślałam: Naleśniki! W tym przepisie rewelacyjne jest to, że można je spokojnie zrobić bez mąki zbożowej, mleka i ani jednego jajka, a udają się na 100%. Nie ma innej opcji! Serio!

Naleśnikowe ciasto:
  • 2 szklanki wody
  • 1 szklanka mąki z ciecierzycy
  • pół łyżeczki curry, taka sama ilość kuminu rzymskiego, słodkiej papryki i kurkumy, czosnku
  • pół łyżeczki soli



Przygotowanie:

Do miski wsypujemy mąkę z ciecierzycy, sól i przyprawy. Jeżeli mamy jakieś swoje ulubione ( w tym także zioła) możemy spokojnie dodać.Mieszamy. Powoli wlewamy wodę ciągle mieszając aż uzyskamy  odpowiednią konsystencję naleśnikowego ciasta, czyli ani za rzadkie, ani za gęste ;-) Na dobrze rozgrzanej patelni, na niewielkiej ilości oleju smażymy naleśniki. Wypełniamy je naszym ulubionym farszem. U mnie były nadziane czerwoną soczewicą, pieczarkami i cebulką. Posypane kiełkami rzodkiewki.  Mniam! :-)


Mmm... :-)





czwartek, 25 kwietnia 2013

:: Młoda kapusta z jabłkami i...nowa książka ::

Śledząc na półce kucharskie wege książki natrafiłam na pozycję "Wiosna w kuchni pięciu przemian". Z powątpiewaniem po nią sięgnęłam, bo jak dotąd kuchnia pięciu przemian jakoś do mnie nie przemawiała. Książki w tej tematyce, z którymi się do tej pory spotkałam pełne były mało dostępnych składników i skomplikowanych metod stąd u mnie brak przekonania, kiedy po nią sięgałam. Gotowanie według pięciu przemian zawsze wydawało mi się jakieś takie...mało spontaniczne. O właśnie! Ja lubię kuchnię gdzie można improwizować, eksperymentować. Kuchnię gdzie składniki nie są jakieś super mega wyszukane, do tego dostępne w jakimś drogim sklepie z eko bio jedzeniem lub w internecie. Gotowanie, gdzie efekt ostateczny nie jest znany, gdzie po kilka razy próbuje się potrawę podczas gotowania zmieniając jej smak,aż będzie miał to bliżej nieokreślone coś  ;-) Natomiast kuchnia pięciu przemian, gdzie składniki dodaje się w odpowiedniej kolejności, jakoś przyznam do mnie nie przemawia. Ale powracając do wyżej wspomnianej książki. Ogromny plus za to, że składniki potraw w niej prezentowanych  są ogólnie i powszechnie dostępne, sezonowe. Ogromnie mnie to zaskoczyło. Bardzo pozytywnie! Wystarczy wyjść do warzywniaka czy na jakiś kolorowy warzywno-owocowy ryneczek  i już! W książce znajdziemy duży wybór najróżniejszych zup (to dla mnie kolejny duży plus bo uwielbiam zupy!) , surówki, sałatki na deserach kończąc. Książka ta na pewno stanowić będzie dla mnie doskonałą inspirację do kulinarnych eksperymentów i poszukiwań. I nadal jakoś nie przekonuje mnie ta odpowiednia kolejność dodawania składników w kuchni 5 przemian, to raczej nie moja bajka i nie widzę tej metody w swojej kuchni ;-) Nic na siłę jak to się mówi.

Przepis na kapustę z jabłkami znalazłam właśnie w tej książce, jednak nie byłabym sobą, gdybym go troszkę nie zmodyfikowała ;-) W wersji oryginalnej poniżej:



Składniki (w mojej wersji):
  • mała główka młodej kapusty
  • 20 dkg pieczarek
  • 10 suszonych pomidorów
  • 10 suszonych śliwek
  • 2-3 jabłka
  • mały kawałek selera
  • 1 cebula
  • oliwa z oliwek
  • przyprawy: listki laurowe, ziele angielskie, majeranek, kminek, pieprz ziołowy i odrobinkę czarnego, sól, koperek
  • łyżka koncentratu pomidorowego

Przygotowanie:

Kapustę myjemy i szatkujemy na drobne wiórki. Myjemy i obieramy pieczarki, cebulę,seler- kroimy. Jabłka szatkujemy na tarce o dużych oczkach. Kroimy śliwki i pomidory w paski. Kapustę wkładamy do garnka, zalewamy wodą. Dodajemy przyprawy. Majeranek i kminek uchronią nas przed wydętym brzuchalem ;-)  Dodajemy też suszone pomidory, śliwki, pieczarki i cebulę. Jabłka dodajemy na 10 min przed końcem gotowania razem z łyżką koncentratu pomidorowego i koperkiem. Gotujemy do miękkości kapusty, tak ok.40 min +/- . 
Wychodzi z tego fajny i lekki wiosenny bigosik, najlepszy (jak to bigos ma w zwyczaju) na następny dzień :-)


Z niecierpliwością czekam i wypatruję kolejnych części tej książki na lato, jesień i zimę. Smacznego! :-)

wtorek, 9 kwietnia 2013

:: Barszcz vs Pani Panda ::

Odkąd pamiętam miałam na pieńku z barszczem. Jakoś nigdy nasze stosunki kulinarne nie układały się dobrze. Zawsze coś było nie tak...A to kolor, smak...zawsze brakowało tego czegoś. Stąd barszcz nie należał do moich ulubionych zup- zarówno pod względem jego przygotowania jak i konsumpcji. Jednak kilka dni temu dopadła mnie nagła potrzeba wygrania buraczanej wojny ;-) Kombinowałam, kombinowałam, obmyślałam strategię i nieskromnie stwierdzam,że the winner is Pani Panda! :-) Udało się- gar barszczu zniknął w dwa dni, choć myślę, że również nie zrobiłoby nam problemu pokonanie go w jeden dzień ;-)  Nie do końca jednak wiem jak mi się to udało, bo gotowałam na spontanie, zmęczona przeszukiwaniem internetu i mnogością pomysłów na ową zupę wzięłam nóż i chochlę w swoje ręce! Na pewno wiem, że osiedlowy warzywniak, w którym się zaopatruję w sezonowe warzywa i owoce miał w tym swój udział. Właśnie w nim udało mi się kupić Cudowne Buraki ;-) Wcale nie przesadzam! Cudownie słodkie i soczyste, sok kapał po palcach podczas obierania, nieźle upstrzył kuchnię buraczanymi kropkami. Miło chrupało się także na surowo :-)  Burak był długi i mały, zawsze wybierałam te bardziej kuliste. Pan Google mówi, że ta odmiana buraka, to burak carillon. Myślę,że w większości to właśnie jego zasługa :-) 


Składniki:
  • 5 buraków
  • 3 marchewki
  • 1 mały seler
  • 1 pietruszka i natka do posypania
  • 3 ziemniaki
  • 2 cebule
  • sok z połówki cytryny
  • przyprawy: sól, czarny pieprz, pieprz ziołowy, majeranek, bazylia, suszony czosnek, listki laurowe, ziele angielskie


Przygotowanie:

Warzywa obieramy, myjemy i kroimy na kawałki. Zalewamy wodą, stawiamy na ogniu. Dodajemy listki laurowe i ziele angielskie. Na patelni podsmażamy cebulkę, wcześniej solidnie miętolimy ją w majeranku i pieprzu ziołowym. Kiedy warzywa będą odpowiednio miękkie doprawiamy nasz barszcz czarnym pieprzem, odrobiną suszonego czosnku, solą. Pod koniec gotowania dodajemy też sok z połowy cytryny i wcześniej podsmażoną na patelni cebulkę. Gotujemy jeszcze z 5 minut. Dekorujemy natką pietruszki i uprażonymi na patelni pestkami słonecznika. Pycha! 


A po obiedzie udaliśmy się na spacer po krokusowym dywanie pośród kolorowych, dziwnych ptaków. Było jak w bajce!



Nareszcie !!! :-)









niedziela, 7 kwietnia 2013

:: Trochę inna zupa z soczewicy ::

To mój kolejny kulinarny eksperyment. Podobno udany ;-) 
Ta zupa dobrze sprawdzi się zimą i mam nadzieję, że jest ostatnią zimową zupą, jaką tej wiosny ugotowałam ;-)  Jej inność zawdzięczam mleczku kokosowemu i orientalnym przyprawom. Mleczko całkowicie zmienia jej charakter, smak, konsystencję i kolor. Przez 2 dni nosiłam ją w słoiku, by pożreć na piętnastominutowej przerwie w pracy. Przyznam, że dawała mi niezłego pałera, a ten był potrzebny, bo pracowałam po 12 godzin i to 2 dni pod rząd! Za to dzisiaj pełen reset, formatowanie dysku, odnowa, rekonstrukcja i pełen relaks :-)

Składniki:
  • ok. 150 g zielonej soczewicy (może być także czerwona)
  • 3 marchewki
  • 1 pietruszka
  • ok. 150 g ryżu jaśminowego lub basmati
  • puszka rozdrobnionych pomidorów
  • puszka mleczka kokosowego
  • sok z 1 pomarańczy
  • 2 cm świeżego imbiru
  • przyprawy: ziele angielskie, curry, czosnek, kardamon, gałka muszkatołowa, kumin, kurkuma, chilli, uprażone na suchej patelni wiórki kokosowe do dekoracji



Przygotowanie:

Soczewicę przed ugotowaniem można namoczyć w wodzie na kilka godzin (wtedy szybciej się ugotuje), choć nie jest to konieczne. Warzywa myjemy, obieramy i kroimy- najlepiej w paski, słupki, co bardzo pasuje do charakteru tej zupy. Do garnka z wodą dodajemy pokrojone warzywa, soczewicę, ziele angielskie, listki laurowe, pokrojony drobno lub starty na tarce imbir. Kiedy soczewica i warzywa nieco zmiękną, dodajemy puszkę pomidorów i przyprawiamy. Ważne jest, aby smakować zupę podczas gotowania, ponieważ przyprawy mają mocny aromat i smak, więc trzeba z nimi delikatnie obchodzić  i dopasować do wrażliwości kubków smakowych i podniebienia. Pod koniec gotowania dodajemy sok z jednej pomarańczy, i mleczko kokosowe, które bardzo zmieni nam smak zupy, dlatego należy jej jeszcze raz spróbować i podrasować przyprawami, jeżeli tego wymaga. Teraz gotujemy ok. 5 min i zupa jest gotowa. Co do ryżu, to ja wolałam ugotować go osobno, bo zawsze się boję,że dodany do zupy podczas gotowania powiększy swoje rozmiary za bardzo i z zupy zrobi gęste leczo ;-) Kiedy ugotujemy ryż, możemy w ilości nam odpowiadającej wrzucić go do zupy  lub dodawać go dopiero bezpośrednio przed jej spożyciem. Zupę można posypać wiórkami kokosowymi uprażonymi na suchej patelni.



Smacznego i na zdrowie!

Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia. Namawiam więc do uczczenia tego święta i zrobienia jakiegoś zdrowego prezentu dla siebie bądź bliskich. Zdrowe jedzenie (przygotowane siłą własną= dodatkowe spalenie zbędnych kalorii ;-) ), miły spacer w wiosennym słońcu, trochę ruchu, jakieś zdrowe przyjemności, rower (?) Cokolwiek, byleby zdrowo. Wasze ciało i umysł na pewno się Wam za to odwdzięczą. Wszystkiego najlepszego! :-)





czwartek, 21 marca 2013

:: Fasolowa improwizacja ::

Dzisiaj pierwszy dzień Wiosny. Niestety chyba tylko w kalendarzu, bo widok za oknem co innego sugeruje. Biała trawa (jaka trawa?) , drzewa, parapet, czarne kropki ludzi. A gdzie jest ta świeża wiosenna zieleń ja się pytam, gdzie Pani Wiosna , o której śpiewało się piosenki będąc w przedszkolu ?!? Obraziła się, zaspała, dostała niestrawności i musiała zostać w łóżku, dopadła ją grypa, złamała nogę? A może Pani Szanowna Wiosna ma nas w d..e! Nie wyciągajmy pochopnych wniosków ;-) 
Poza niezadowoleniem z powyższego odczuwam także zadowolenie. Wielkie Zadowolenie z posiadania biletów na koncert Sinéad. Jaramy się oboje!!! :-) Również z faktu, że Państwo Nowakowie z Torunia, będą  razem z nami uczestniczyli w tym muzycznym wydarzeniu :-)



Ale może przejdźmy już do kulinariów ;-)
Fasola to druga miłość mojego Męża, dlatego czasami nazywam go Fasolowym Bobinem ;-) Jako, że w szafce odkryłam niedawno zadowalającą i sensowną ilość fasoli postanowiłam ją jakoś wykorzystać. Nie miałam ochoty gotować kolejnej zupy, fasolka po nie bretońsku też mnie jakoś nie przekonała, dlatego wymyśliłam taką swoją fasolową wariację.

Składniki:

  • ok.20 dkg fasoli (namoczyć na noc)
  • 1 średnia cukinia
  • 30 dkg pieczarek
  • 2 cebule
  • garść krajanki sojowej
  • 4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • włoszczyzna- marchewka, seler, por,pietruszka (poszłam na łatwiznę i dałam worek mrożonej)
  • przyprawy: majeranek, kminek, pieprz ziołowy-to dla zniwelowania skutków spożycia tego dania, pieprz czarny,sól, curry, papryka słodka, czarnuszka, 2 listki laurowe, 4 ziarenka ziela angielskiego 

Przygotowanie:

Wrzucamy do garnka wcześniej namoczoną fasolę, zalewamy odpowiednią ilością wody, do której wrzucamy listki laurowe i ziele angielskie. Gotujemy na średnim ogniu do miękkości. Do tego wywaru dodałam też sporą ilość majeranku i kminku- taki zestaw dobrze zrobi fasoli, a raczej nam po jej spożyciu   ;-)  W czasie kiedy fasola będzie się gotowała myjemy i obieramy pieczarki, cebulę i cukinię. Pieczarki i cebulę przygotowujemy na patelni w tradycyjny sposób- z pieprzem i solą, lekko podduszone. Ja dodałam do tego jeszcze odrobinę czarnuszki, ale nie jest to konieczne. Do miski wsypujemy krajankę sojową ,zalewamy wrzątkiem, przykrywamy i czekamy ok.10 min aż napęcznieje i uzyska pożądaną miękkość  Do miękkiej już fasoli dodajemy włoszczyznę i cukinię. Jeżeli są to warzywa świeże, surowe potrzebujemy nieco więcej czasu na ich ugotowanie. Moje były z mrożonki więc szybko poszło. Następnie przyprawy- te, które lubimy w ilości nam odpowiadającej. Do całości wrzucamy wcześniej przygotowane pieczarki, cebulę i krajankę, 4-5  łyżeczek koncentratu pomidorowego. Mieszamy, czary-mary, próbujemy. Danie powinno wyjść gęste i sycące, pachnące przyprawami. Fasolowy Bobin zajadał się nim w zestawie z makaronem spaghetti. Zaszalał ;-) 
Danie te nie należy na pewno do lekkostrawnych, więc po zjedzeniu polecam herbatkę z kopru włoskiego, rumianku i mięty. Sprawdza się znakomicie, sama testowałam :-)



Na koniec z dedykacją dla Szanownej Pani Wiosny ;-)


Smacznego i na zdrowie!

wtorek, 12 marca 2013

:: Dhal z soczewicy i cukinii z kokosową nutką, czyli nie samą zupą Panda żyje ::

Była sobie wiosna, pomachała, pomerdała wesoło ogonkiem jak zajączek jakiś wielkanocny i się oddaliła w nieznane obszary bytowania. Zołza jedna! Mój organizm już bez niej wariuje, najchętniej poddałabym się hibernacji i obudziła dopiero jak będzie słońce i 15 st.C. Co najmniej.
Ale przejdźmy do przepisu. Dhal to rodzaj sosu lub zupy z nasion roślin strączkowych, doskonały w połączeniu z ryżem. Czyli jak wnioskuję, że rozgotowana nieco zupa grochowa to też dhal (?) 
Rozgrzewające przyprawy, delikatne mleczko kokosowe, cukinia i pomidory tworzą super przyjemne dla podniebienia połączenie. Robiąc te danie po raz pierwszy, nie wiedziałam czego się spodziewać i jak będzie smakowało. Końcowym efektem byłam zachwycona. Zresztą nie tylko ja :-)

Składniki:

  • 225 g czerwonej soczewicy
  • 1 cebula, drobno posiekana
  • 2 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • 2,5 cm świeżego imbiru, drobno posiekanego
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 2 łyżeczki kurkumy
  • 400 ml chudego mleczka kokosowego
  • 400 ml gorącego wywaru warzywnego 
  • 4 pomidory lub 1 puszka pomidorów
  • sok z ½ limonki lub 1 łyżka soku z cytryny
  • 3 cukinie, pokrojone w kostkę o boku 1 cm


Przygotowanie:

Wsypujemy soczewicę do miski, zalewamy zimną wodą. Odstawiamy do namoczenia na czas smażenia cebuli. Rozgrzewamy olej w dużym rondlu o grubym dnie, wrzucamy cebulę i smażymy na małym ogniu przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Następnie dodajemy czosnek, imbir, kmin rzymski i kurkumę. Smażymy przez minutę, cały czas mieszając. Odcedzamy soczewicę, wrzucamy ją do rondla z cebulą razem z mleczkiem kokosowym, wywarem warzywnym oraz solą i pieprzem. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień, przykrywamy częściowo rondel. Gotujemy przez 5 minut. W czasie gdy soczewica się gotuje, dodajemy pomidory do soczewicy wraz z sokiem z limonki lub cytryny. Przykrywamy rondel i dusimy przez 10 minut. Wrzucamy cukinię i dusimy przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu, aż soczewica zmięknie, a potrawa będzie gęsta i kremowa.


Ta kremowa konsystencja jest boska, choć przyznam, że kokosowy aromat nie jest wyczuwalny (jak dla mnie mógłby być, bo jestem wielką fanką kokosowych smaków). U nas dhal w zestawie z ryżem. Myślę, że z kuskusem ,czapati, czy chlebkiem puri także świetnie by się komponował.






Smacznego i na zdrowie!

czwartek, 21 lutego 2013

:: "Zupę zjedz, talerz gorącej, pomidorowa, przynajmniej dobra" ::

Urlop. Beztroski czas leniuchowania. Czuję się trochę jak uczennica spędzająca zimowe ferie w Narnii. Pani Zima pokazała nam (po raz kolejny zresztą) kto tu rządzi. Biała, zimna, puchowa pierzyna pokrywa wszystko wokół. Ma to czasami jakiś urok, więc chodzimy sobie po tej białej pierzynie i jest fajnie.


W domu (nie tylko pod pierzyną) słuchamy muzyki z kaset, pijemy wino, oglądamy filmy, a dzisiaj wyjątkowo gotujemy! Dawno nic nie gotowałam, bo w końcu jestem na urlopie, poza tym jestem teraz w kuchni na "terenie"  Mamy :-) Ta jak dotąd karmiła nas gołąbkami i fasolówką. Ta zupa to jej specjalność, w której to moja Mama wyspecjalizowała się znakomicie i nawet nie próbuję się z Nią mierzyć w tej dziedzinie.
Dzisiaj  pomidorowa z chochli pani Pandy i jej Męża. Pomidorowa trochę inna, bo z papryką i cukinią. Dużą frajdę sprawiło mi gotowanie z Panem Mężem ;-) Pięknie pokroił warzywa i ułożył z nich kompozycję w kształcie pandy :-) Widać muszę Go częściej ze sobą zabierać w świat garów, bo bardzo mu się podobało. Prawda? ;-)


Składniki:
  • 4 marchewki
  • 1/2 selera
  • mały por
  • 1 cukinia
  • 1 papryka czerwona
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • puszka pokrojonych pomidorów
  • koncentrat pomidorowy
  • łyżka oliwy z oliwek
  • kilka ziarenek ziela angielskiego, listki laurowe, sól, pieprz czarny, pieprz ziołowy, papryka słodka 

Przygotowanie:

Do garnka wlewamy wodę (ok.2,5 litra). Dodajemy ziele angielskie, listki laurowe, oliwę z oliwek. Kiedy się zagotuje, dodajemy pokrojone wcześniej warzywa (oprócz cukinii). Gdy warzywa zmiękną, dodajemy pokrojone pomidory z puszki, koncentrat pomidorowy, cukinię - teraz gotujemy ok. 5 minut. Takiego czasu potrzebuje mniej więcej cukinia, aby była odpowiednio miękka, a jeszcze nie zrobiła się z niej papka. Doprawiamy przyprawami. 
Podajemy z makaronem, bądź ryżem. My na koniec dodaliśmy kiełki z mungo.Do tego chrupiąca bułka z wegańskim smalczykiem. Mmm... Pycha!



Smacznego i na zdrowie! 


czwartek, 31 stycznia 2013

::Obiad przy świecach. Kasza jaglana zwana Jagienką i coś jeszcze::


Dzięki temu, że wczoraj przygotowałam sobie składniki na dzisiejszy obiad, nie musiałam się tym martwić dzisiaj. Jak to miło wrócić po pracy do domu i już po kilku minutach mieć ciepły obiadek. I like it ! :-)

Bez zbędnych rozważań i rozkmin natury egzystencjalnej przejdę do sedna, czyli:





  • Kasza jaglana (przeze mnie nazywana Jagienką :-) )

Jagienkę przed ugotowaniem płuczemy w gorącej wodzie,wsypujemy na wrzątek. Wody musi być dwa razy więcej, ponieważ Jagienka pochłonie wszystko podczas gotowania. Gotujemy ok. 20 min. w lekko posolonej wodzie, na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. W wersji nie wegańskiej pod koniec gotowania można dodać odrobinę masła. Ja nie dodałam, ale zamiast niego posypałam odrobiną kurkumy, która wzmocniła ładny żółty kolor kaszy. 

  • Surówka

2 buraki, 1 marchewka, kawałek selera i cebuli. Proporcje dowolne, jak kto lubi :-) Wszystko traktujemy tarką. Ja zastosowałam urządzenie tnące, bo miałam lenia ;-) Raz, dwa, trzy. Solimy, pieprzymy. Można dodać pestki słonecznika, pietruchę. Co do przypraw, to wystarczy sól i pieprz- tradycyjnie i oszczędnie. Utarte warzywa polewamy oliwą z oliwek. Jak smaki się ze sobą oswoją, jest rewelacja :-)

  • (U)duszona brukselka

Dowolną ilość brukselki (zależnie od liczby osób do nakarmienia) płuczemy w zimnej wodzie, następnie kroimy na talarki. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojoną brukselkę. Dobrze smakuje z kilkoma ząbkami czosnku. Solimy. Mieszamy. Kiedy wszystko się troszkę podsmaży zalewamy odrobiną wody, mieszamy i przykrywamy, żeby brukselka zmiękła. Można dodać lubczyk. Ja uwielbiam jego smak więc pakuję go, gdzie tylko się da :-) Na sam koniec duszenia brukselki posypujemy sezamem i zarodkami pszennymi, które fajnie uzupełniają całość i wzbogacają walory smakowe potrawy :-)





Przyznam,że mi najbardziej z tego zestawu obiadowego smakowała duszona brukselka :-) Jagienka mnie zaskoczyła, bo po wydobyciu jej z lodówki i próbie dziabnięcia widelcem, okazało się,że można ją spokojnie pokroić nożem w taką a la kostkę.
I gdy już tak miło i ciepło w brzuszku się zrobi, na deser można się jakoś przyjemnie zrelaksować, do czego zachęcam i co też zamierzam uczynić :-)

Smacznego i na zdrowie!